Barbarzyńcy nadchodzą

Dzień był bardzo ciepły. Czuć było lepkość powietrza, zupełnie jakby wszystko było zawieszone w gorącej, mazistej cieczy. Na horyzoncie majaczyły tylko kłęby dymu przy akompaniamencie niskich, basowych tonów.

– Tato, nie chcę się pakować…. – powiedział malec ze szklistymi oczami.

– Synu, rozmawialiśmy o tym, mamy mało czasu, wiesz co się stało. Jesteś już na tyle dorosły, żeby to rozumieć.

– Ale gdzie pójdziemy?

– Nie wiem! – wykrzyknął ojciec.

Nawet jemu udzielił się strach. Fritz nie wiedział wszak wszystkiego. Nikt nie przypuszczał, że zaatakują w dzień święta głodujących – i to w dzień, w którym niezliczone rzesze ludzi ofiarowały wszystko, co tylko mieli, by uśmierzyć cierpienia głodujących więźniów politycznych na “rozwiniętym” kontynencie, jak go sami nazywali.

“Flota wyzwoleńcza”, jak głosił prowizorycznie przymocowany transparent do krążownika Kali, zajęła pozycje kilka dni wcześniej. Fakt ten ukryto przed ludnością, której i tak nie dało się pomóc. Wszystkie lata rozwijania kultury i cywilizacji w najbardziej niegościnnym terenie południowej części kontynentu – na marne. I tak w końcu… barbarzyńcy wezmą wszystko i świat znowu ogarnie ciemność.

Hamburg został stracony na zawsze. Piramidy zostały zrównane z ziemią, a uzyskany w ten sposób surowiec został wykorzystany przy budowie wielkiego pałacu dla cesarza. Japończycy zabijali nawet kobiety i dzieci, a te, które przeżyły, zostały zagnane do pracy, przy “anulowaniu” niemieckiego dziedzictwa kulturowego. Termin, który japoński minister wojenny wymyślił jeszcze jako małe dziecko. Setki monumentów, bibliotek i uniwersytetów zostało wróconych ziemi.

– Przepraszam synu – powiedział przytulając łkające dziecko do siebie – wszystko będzie dobrze. Pojedziemy na północ i przeczekamy tę nawałnicę.

Na północ. Ale dobrze wiedział, że tam też była wojna. Miał tylko nadzieję, ze pogłoski o lepszym traktowaniu podbitych krajów przez Hindusów były prawdziwe. Jeżeli nie – i dzieję się tam to samo, co w jego ukochanych Niemczech… Nawet nie chciał o tym myśleć.

– Zabierz wszystkie ciepłe rzeczy jakie masz. Francja o tej porze roku jest bardzo zimna – odrzekł z wymuszonym uśmiechem.

Wciąż istniała nadzieja. Sępy rzuciły się na siebie, jak zwykle. Maharadża postanowił wykorzystać okazję, by podreperować swój obciążony budżet. W znanym dla siebie stylu rzucił eksperymentalne jednostki opancerzone w stronę cesarza. Była to ostatnia informacja, jaką podało Centralne Radio Narodu Niemieckiego, zanim bomba tlenowa zrównała historyczną budowlę z ziemią. Ale to nie miało już znaczenia. Muszą przedostać się przez granicę. Dojść na północ, daleko pod czapy lodowe. Gdzieś, gdzie zdemoralizowane jednostki nie będą miały ochoty ich gonić…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *