Czy już?

Polski English Français

Space

SpaceStali nieruchomo w holu. Przed nimi duże, metalowe drzwi uniemożliwiały im przedostanie się do następnego pomieszczenia. Słabe światło żarówki, leniwie zwisającej z sufitu, delikatnie rozświetlało wilgotną tapetę, powoli zsuwającą się na ziemię. Zapach stęchlizny wypełniał nozdrza.
SpaceHarvey Walters przyłożył ucho do skrzydeł drzwi. Dziwne uciskanie w żołądku kazało mu mu być czujnym. Niemniej, te drzwi miały zaprowadzić ich do ich celu. Stracili już tylu dobrych przyjaciół. Ich ciała zasiliły nawiedzony dom. Ich śmierć byłaby bezcelowa, jeżeli misja miałby nie zostać ukończona. Z oryginalnej grupy ostała się już tylko trójka i nie mogli pozwolić sobie na żaden błąd. Nikt nie uwierzyłby im w bajeczkę o przedwiecznych i hordach żywych trupów. Jeżeli upadną – świat upadnie razem z nimi.
SpaceWyrwany ze świata swoich fantazji profesor nadstawił drugie ucho. Tym razem to dobre. Wydawało mu się, że dochodzi go dźwięk przypominający…


Space– „Czy już – profesorze??” – rzuciła Kate Wintrop.
SpaceKate była typową przedstawicielką swojego własnego gatunku. Nigdy nie wyszła za mąż, trzymając przedstawicieli przeciwnej płci na odległość. Zdecydowana większość jej garderoby stanowiły białe fartuchy laboratoryjne. Zawsze nieskazitelnie ubrana, z wyraźnie zaakcentowanym makijażem, dziś wyglądała upiornie. Biały fartuch bardziej przypominał zatęchłe ściany tej upiornej posiadłości niż sterylny ubiór laborantki. Jej szpilki straciły swoje cechy gdzieś przy spotkaniu z pierwszym zombii i można powiedzieć, że nie był to najlepszy dzień na zmianę fryzury.
Space– „Ja pierd…” – rzuciła i energicznie zgasiła dziurawym butem kiepa, którego pieczołowicie dopalała.
Jednym silnym ruchem odepchnęła starca. Profesor odbił się od ściany kilka metrów od pechowych drzwi. Laborantka chwyciła oburącz za mosiężną klamkę i pociągnęła z całych sił do siebie.
Pomieszczenie wypełniło się dudniącym dzwiękiem, za którym podążyła fala gorąca pchana do przodu z ogromną siłą przez piekielny ogień, jeszcze przed chwilą powstrzymywany przez mosiężne drzwi. Kate zdążyła tylko zasłonić oczy zakrwawionymi ramionami. Jej chude ciało zostało odrzucone z nadnaturalną siłą. Języki płomieni zaczęły wydostawać się z krypty w zastraszającym tempie szukając nowych ofiar. Joe Diamond instynktownie chwycił profesora za frak i razem zaczęli uciekać w dół holu.
Space– „Co się stało” – zaczął się energicznie dopytywać.
Space– „Jak to co się stało? Nasza głupiutka inteligentka raczyła wziąć wszystko w swoje koścsite łapska, to się stało” – odrzucił Joe, starając się nie wdychać za dużo duszących płomieni.
Space– „Ale krypta! Musimy dostać się do krypty!” – próbował kontestować starzec odwracając głowę za siebie.
– „To już koniec. Zabił nas! Zabił nas – rozumiesz?”
– „Ale świat! Co ze światem Joe! O Boże, ci wszyscy ludzie Joe! Nie możemy tak po prostu…”
– „Pieprzyć świat i cały ten…” – urwał Joe w połowie wypowiedzi.
Zatrzymali się obydwaj na końcu holu. Po prawej stronie, w pomieszczeniu, które już wcześniej przeszukiwali, natknęli się na Kate. Bezwłosa, z popaloną skórą stała lekko pochylona nad jedną z szafek nocnych.
Space– „Czy już”? – rzekła odwracając się do nich powoli i odkrywając swoją ohydnie zwęgloną twarz. Kawałki skóry zwisały z jej kościstych policzków. Jej płaszcz laboratoryjny zespolił się z jej ciałem, ładnie akcentując jej krągłości. – „Czy już Eustachy??” – rzuciła z nutą irytacji w głosie.
SpaceEustachy tego już nie zniósł. Poderwał się od stołu, prawie nie zrzucając wszystkich figurek i całej planszy Mansions Of Madness. Opanowując szok wyrwania ze świata gry zdołał tylko wymamrotać „jeszcze nie”. Rzucił porozumiewawcze spojrzenie w kierunku mistrza gry, zamknął oczy, założył ręce i usiadł. „Kontynuuj” – wyszeptał.
Space– „Czy już”? – Doszło do uszu Joe i Waltera.
Space– „Na Boga Joe, zrób coś. Uwolnij ją od tego cierpienia!” – wydarło się z płuc profesora.
SpaceNiedużo myśląc Joe wyjął z chlebaka lampkę oliwną i cisnął ją w kierunku Kate. Wyjął też paczkę Luky Strike’ów i rzucił w kierunku żywej zombii. Ta spokojnie, acz zdecydowanie, wyjęła jednego papierosa, odpaliła zapałkę od bardziej zwęglonej części twarzy i zaczęła się zaciągać, ani na chwilę nie spuszczając z nich lodowatego spojrzenia. Druga dłoń upuściła zapałkę. Ta upadła centralnie w kałuży oliwy. Kate zajaśniała. Ogromne języki płomieni muskały jej ciało obejmując z niebywała łapczywością. Kate dalej delektowała się papierosem, płonąc i powtarzając: „Czy JUŻ?”


SpaceThey stood motionless in the hallway.  Before them a huge metal door blocked all enterance. A faint lightbulb lazily illuminated the half-torn wallpaper. The overwhelming mustiness filled the room.
Harvey Walters put his ear against the metal door. The funny tingling in his stomach made him uneasy. He was absolutely certain those door would led them to their target – whatever that may be. They had lost so many so fast. The bodies of their beloved friends will feed this monstrocity – this mansion, should the mission prove to be an utter failure. Only three of them remained and absolutely no margin for error existed. Should they fall – the whole world would follow suit.
SpaceAwaken from his reverie the professor put his other ear egaint the metal. The good one this time around. He could swear he heard…
Space– „Are we done professor??” – asked Kate Wintrop in a high-pitched and incredibilly irritating voice.
SpaceKate was a woman despite what others might have said. Never married and kept all members of the opposite sex at a distance. Clean, white labcoats made the majority of her wardrobe. Always wearing a perfect makeup, today she looked ghastly. The labcoat had more in common with the disgusting wallpaper than with neat lab worker outfit. Her highheels lost their allure sometime during the first zombii encounter and let’s just say it was a bad hair day.
Space– „Son of a b…” – said Kate in a calm voice and put her cigarette down.
SpaceWith a forceful display of womanhood she pushed the old man aside. The professor bounced off the wall just a meter away from the fateful door. The labwoman took hold of the doorknob and pulled vigorously.
SpaceThe door gave in and the room got filled with a low-frequency, booming sound, propelled forward by an infernal flame that had just been released from its slumber. Self-preservation kicked in and Kate managed to cover her blue eyes a moment before her bony body was blown across the hallway. The flames started crawling out of the crypt in a blitz and were craving victims. Joe Diamond grabbed the professor and shouted „Go!”.
Space– „What happened” – asked the disoriented academician.
Space– „What do you mean? Our silly know-it-all finally did it. She just had to put her skeletal fingers where they don’t belong!”
Space– „But the crypt! We must get to the crypt!”
Space– „It’s over, you understand? He killed us. He finally killed us!”
Space– „But the vorld! What of the vorld Joe! Dear God in heaven, all those people. We can’t just, we cannot…”
Space– „To hell with it and all this sh…” – cut Joe in mid-sentence.
SpaceThey stopped at the end of the corridor. To their right, in a room previously searched by the party, stood the poor Kate. Hairless with burned skin, she was leaning against the nightstand. The labcoat fused neatly with her own carcass.
Space– „Are we done” – she murmured trying to overcome tremendeaus pain. „Are we done Eugene??”
SpaceClearly this was too much for poor Eugene. He violently rose from his chair barely missing the gameboard and pieces of Mansions Of Madness. His eyes filled with savage anger. „Not yet!” – he yelled at the top of his lungs. He send a non-verbal message to the game master and said „Continue”.
Space– „Are we done??” – could be heard again.
Space– „For all that’s holy Joe! Do something! Free her from her misery” – cried the academician.
SpaceWithout thinking  Joe took the oil lamp from his trusty backpack and threw it towards Kate. He took a pack of Lucky Strike’s as well and send them towards the zombi as well. Not a word could be heard from her as she lighted a match off her burned cheek. Her eyes were cold and unforgiving as she dropped the match to the floor, exactly where Joe crashed the lamp. Kate brightened. The flames carressing her body in a dance like fashion needed more and more. She was enjoying her last cigarette and repeating „Are we done here”?


Je l’ecrire…

 

One Reply to “Czy już?”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *