Mont Royal

Polski English Français

Ostrzeżenie/Disclaimer/A propos
Ten tekst jest fabularyzowany. This is a work of fiction. Ceci est une œuvre de fiction.

Je suis ravi de vous écrire!

Piszę do Ciebie z nadzieją, że zgodzisz się pełnić funkcję archiwizatora. Nie jestem w stanie aktualnie magazynować wszystkich danych, jakie tutaj zbieram. Nie mam też możliwości prosić nikogo na miejscu. Z resztą – nie ośmieliłbym się. Jak wiesz na pewno, natura mojej pracy skutecznie ogranicza krąg osób, do których mogę zwrócić się o pomoc. Niech ten pierwszy list będzie wstępem do całej serii, jak Bóg da, w ciągu której zrelacjonować postaram się wszystko, co tutaj widzę.

Jak wiesz minął już miesiąc od naszego ostatniego spotkania i jeden księżyc jestem już u obcych. W oczekiwaniu na akredytację uniwersytecką, która powinna otworzyć mi wiele drzwi, spędzam swój czas nieśmiało przyglądając się lokalnym i ich nawykom.

Po wieloma względami dziwne to miejsce, w którym jeszcze ludzie mawiają po francusku, choć, jak mniemam, metropolitarny Francuz mógłby mieć nieco inne zdanie, nieoględnie mówiąc. Gdybyś miał mieć okazję zawitać do malowniczego Montréalu i chciał porozumieć się w języku uniwersalnym, zalecam przyuczenie się kilku francuskich słów, co by zmniejszyć szok i agresję autochtonów. Moja akademicka znajomość ichniejszego języka bardzo pomaga, niemniej zmuszony jestem, w szczególnych przypadkach, wracać do uniwersalnej mowy, aby nic z rzeczy ważnych nie pominąć. Zbywają mnie uśmiechem, ale czuję, prawie jestem pewien… Och, mniejsza o to.

Rozpocząłem swoje dochodzenie. Jak znane Ci jest z resztą, przygotowywałem się do tego prawie cały aktualny rok. Swoją podróż rozpocząłem o centralnego masywu o dźwięcznej nazwie Mont Royal. Królewska góra dosłownie króluje nad wyspą, na której rozciąga się miasto. Wybrałem mniej uczęszczaną drogę, mając nadzieję na nikogo się nie natknąć. Moje nadzieje okazały się płonne, gdyż wiele osób, jak ja, wybrało ten fragment wzniesienia. Dziwny nawyk biegania najwidoczniej przekroczył barierę oceanu i rzesze ludzi, ubranych w dziwne, obcisłe stroje, akcentujące w sposób iście niecywilizowany części ciała, o których dżentelmeni nie wspominają, mijały mnie co kilka minut. Wyjątek stanowiła starsza kreolka, która najwyraźniej zgubiła psa, z szaleństwem w oczach wrzeszcząc niemiłosiernie co kilka sekund, starając się przywołać tę mała bestię do porządku. Nie chciałem jej informować, jak nikłe są szanse na odnalezienie pudla w takiej dziczy. Przypomniała mi informacja o tym, jak krwiożercze, szare wiewiórki wyparły brązowe i przed oczami stanął mi widok przerośniętego, żądnego krwi gryzonia, rozszarpującego białego pudla, który w tych ostatnich momentach słyszał jeszcze te niemiłosierne krzyki swojej właścicielki. „Cóż, krąg życia” – pomyślałem i udałem się w swoją stronę.

Ze zdziwieniem muszę powiedzieć, że boczne ścieżki są chyba równie uczęszczane, co główne. Czyżby ktoś jeszcze starał się zacierać ślady swojej obecności? Nie miałem problemów z przebrnięciem przez las, ogołoconych z liści, drzew. Przyznać też muszę, że gdzieniegdzie widok był upiorny, las wydawał dziwne odgłosy i tylko bezchmurne, arktyczne niebo dodawało mi odwagi.

Po kilkunastu minutach dotarłem na zachodnie wzgórze Colline d’Outrement, skąd widać mniej zurbanizowaną część miasta. Na polanie ustawione były kamienie, gdzieniegdzie widać było niedopałki ostatnich ognisk i dziwne malowidła. Ogarnęła mną trwoga i, nie chcąc natknąć się na ewentualnych właścicieli tegoż miejsca, udałem się śpiesznie dalej.

Wąska ścieżka doprowadziła mnie do bocznego wejścia cmentarza Mont-Royal Cimtiere. Niechcąc naruszać spokoju, znalazłem jedno polskie nazwisko i co sił w nogach udałem się na zachodnią stronę góry.

Po godzinie męczącej wędrówki dotarłem do Lac Aux Castors, gdzie ostatnimi promieniami słońca raczyła się mała grupka znajomych. Nikt z nich nie zdradzał chęci opuszczenia tego miejsca, co nie tyle zaskoczyło mnie, co poddenerwowało. Cywilizowani ludzie automatycznie unikają ciemności, podczas kiedy Ci tam najwidoczniej na nią czekali. Mając jeszcze w pamięci ogromne ogniska i dziwne malunki, postanowiłem się jak najszybciej oddalić. Czułem, że nadużyłem gościnności ponad miarę.

Tuż przed nastaniem mroku dotarłem do Chalet du Mont Royal. „Na to będzie jeszcze czas” pomyślałem i bez odpoczynku udałem do centralnej części miasta, gdzie poczułem się bezpieczny. Cóż, tak bezpieczny, jak to możliwe. Na szczęście podziemna kolejka dojechała na czas i dało się zauważyć ulgę na twarzach moich towarzyszy podróży.

8b9da80a82a103a7bd00a5c0423ab5c9dd22f34d_fullKiedy pierwszy szok szedł, zrozumiałem, że dziwne odgłosy w lesie musiały pochodzić od wiewiórek. Te zaradne, i zarazem mordercze, stworzenia, jak czytałem, bez naturalnych wrogów, w Montrealu są dosłownie wszędzie. Buszując wśród suchych liści, wydawały odgłosy do złudzenia przypominające skradające się bestie. Jeżeli na prawdę żywią się zwierzętami domowymi – bałem się nawet myśleć, co mogło mnie spotkać.

Za prawdę dziwna to góra, która jednych przytłacza swoją dzikością, innym każe spacerować bez celu godzinami w oczekiwaniu na zapadnięcie mroku.

 


Je suis ravi de vous écrire!

I am writing this letter in hope that you will agree to be my archivist. I am in no position to do that myself you know and I dare not ask the local populace. As you are probably quite aware – the nature of my work limits my options. Let this first letter be an introduction to a whole series, God willing, during the course of which I will try to describe in details everything that I find here.

It has been a whole moon since I left. Awaiting my university accreditation I spend my time snooping around, so to speak.

In many ways this is a strange place indeed where the french language is still commonly used. Should you wish to come and visit the lovely Montreal yourself and communicate in the universal language I do encourage you to learn a couple of french words so that you can lessen the shock for yourself and your possible conversation partners. My academic knowledge of the language helps a great deal but I still find myself reverting to the universal from time to time. I can see the small smirks but… that is to be expected.

I have started my investigation. As you are probably aware I have been preparing myself for this very situation the whole year. I have started with the most obvious – Mont Royal. Having chosen the least used road I expected no other living soul. Imagine my surprise. Apparently I was one of the dozens that thought the very same thing! The strange habit of „jogging”, I believe the name goes, was the main culprit behind the endless waves of people that kept coming my way. As an exception I have met an elderly creole woman, shouting relentlessly trying to find her dog. Maybe I should have told her how impossible it was to retrieve the damn dog since I remembered a short information on the nature of the local squirrels. Those gray. blood-thursty, murderous animals destroyed completely their ginger counterparts. Immidately an image came before my eys – that of the poor puddle being devoured feverishly by an unstoppable <<immanis inamabilis sciurus>>. „Well, that’s the circle of life” I told myself and went on my way.

Not wanting to go into much detail as not to bore you completely, I will just say that I was astonished to see all those people on the mountain apparently waiting for the sun to go down. This struck me as something extremely peculiar since the natural instinct of civilised beings is to hide before the darkness. This was something altogether different. I must say it filled me with apprehension as to their true motives which, in turn, forced me to cut my trip short quite extensively.

The underground car came just in time, as I, and my fellow travellers, were getting really stressed out. All in all I am anxious to learn more about the secrets of the dark corners of Montréal.


 

Je suis ravi de vous écrire!

J’écris cette lettre avec l’intention de vous persuader de devenir mon archiviste. Naturellement je ne peux pas le faire moi même et je crains demander quelqu’un d’autre. Comme vous savez,  la nature de mon travail limite mes options. J’espère que cette lette sera la première des plusieurs dans lesquelles je vais décrire tous que je vois.

Je suis arrivé ici il y a un mois. En attendant l’accréditation universitaire j’ai beaucoup de temps libre. Montreal et une ville bizarre ou les gens parlent français quotidiennement. Si vous vouliez la visiter je vous proposerais apprendre quelques mots français pour baisser le choc culturel. Ma connaissance de la langue aide beaucoup, mais de temps en temps je dois revenir à la langue standard.

J’ai décidé de bien commencer mon enquête. En conséquence j’ai choisi Mont Royal comme mon premier but. J’ai trouvé un chemin pas vraiment utilisé et j’ai été totalement choqué. L’habitude bizarre de „jogging” a forcé dizaine des gens à gravir la montagne. Un embouteillage! C’était tard, le soleil se couchait mais il y avait un multitude des vélos, des enfants, des poussettes. Un exception – une femme âgée a perdu son chien et elle criait sans relâche dans l’espoir de le retrouver. J’ai pas voulu lui dire que la probabilité de trouver l’animal en vie entait vraiment peu. Je me suis souvenu que dans la montagne vivent des écureuils gris. Ces bêtes immondes ont tué totalement tout les écureuils de gingembre dans l’ile de Montreal. Aujourd’hui il ne reste que les gris.

Immédiatement j’ai imaginé le pauvre petit chien dévoré par les bêtes féroces. Le sang coulant dans les artères. „Le cercle de la vie” – je pensais a moi-même.
La nuit est tombée et j’ai été choqué encore une fois. L’instinct naturel des gens civilisés est d’éviter l’obscurité. Mais ces gens là, ils l’attendaient. Les familles en entiers – les pères, les mères et les enfants, ils ont approché les grands foyers et ils ont commencé les chants. Craignant pour ma vie, je suis aller dans la directions de la station du métro.

J’ai peur de savoir qui est vraiment caché dans les coins sombres de Montréal.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *